Tęskna wraca do męża.

Już ujrzała jezioro.

Pośpiesza z dziećmi skoro,

Staje i woła węża.

Pękły ciche wód łożyska;

Lecz krew na falach połyska,

A głos wychodzący z fali

Woła do niéj raz ostatni:

— Tę krew masz z ręki bratniéj.

Bracia mnie rozsiekali. —