Słońca niebieski ogień rozkładała.

Jeszcze trzy konie słonecznego wozu

Niezaprzężone pasły się na górze;

A xiężyc185 smutny, z twarzą wpół-rozciętą,

Przyzostał chwilę, by swoję186 kochankę,

Rumianą gwiazdę poranku zobaczyć.

Głuche milczenie w głębiach puszcz leżało;

Szérokie knieje, ostępy i bory,

A w nich źwierz dziki, snem porannym spały,

Tylko ptaszyny Swieczpauksztynis187 budził.