One, świergocąc, niechętnie wstawały,

I nazad w ciepłe gniazdko się tuliły.

Brekszta188 wszelkiego stworzenia powieki

Snem jeszcze słodkim cisnęła łagodnie.

Próżno Budintoj189, dla gnuśnych złowroga,

Myślą o pracy ludzi chciała budzić.

Spali spowici potrzebą spoczynku.

Lecz Witol nie spał; przemarzył noc całą;

Bóstwóm190 się lesnym191 modlił192 i Raganom193:

Prosił Sznejbrata i dzikiéj Miedziojny194,