Ponad strumyki kwitły owe modre,

Których Nijoła nieszczęsna zachciała,

Które Krumine gorzko opłakała.

Środkiem ostępów rznęły się strumienie,

Okryte gęstém gałęzi sklepieniem,

I uciekały, lękając się ciszy,

Tęskniąc za ludźmi i zieloną łąką.

Szli, a las milczał; tylko czasem krucy

Wrzeszczeli, z wierzchu sosen się zrywając;

To dzięcioł stuknął, wróbel zaświergotał,