Będziem się bronić; lecz straszno zaczepiać.

Wiele on ludzi we wnętrznościach nosi,

I wiele kości bieleje pod łomem,

I strzał niemało próchnieje dokoła.

Radbym go obszedł, lecz w lewo i prawo Głęboki strumień zagradza nam drogę.

Mądry, na saméj ścieżce sidła stawi.

Lecz można cicho ominąć łożysko,

Dech zatrzymując, żeby go nie spłoszyć,

I ostróżnemi210 minąć go krokami. —

— Ojcze! — rzekł Witol — na cóż się go lękać?