Śpiesząc do swojéj wieczornéj kąpieli;

Obeschły rosy; na niebios błękicie

Chmury, jak wojska, jęły się gromadzić.

Łowcy posiłek południowy wzięli;

I gwarząc, jak to myśliwcóm217 się gwarzy,

Z wiernemi psami jadłem się dzielili;

A kości, Bogóm podziemnym ofiarę,

Szepcąc modlitwy, pod ziemię zagrzebli.

Potém szli znowu. Lecz stary, na słońce

Spójrzawszy218, drogę ku domu zawrócił