Witol rozjadły, z wlepionim weń okiem,

Zapomniał ojca, i przestróg, i puszczy,

Co go dokoła nieznana, tajemna,

Coraz straszniejsza, ciemniejsza, objęła.

Zziajany stanął i chciał dobyć głosu.

Długo się męczył, nim piersi znużone

Słabe huknięcie, obumarłe w puszczy,

Ku stronie ojca z westchnieniem wydały.

Ale daleko ojciec już od niego

Pozostał psami, i glos go nie doszedł.