A jeleń skoczył w głąb kniei i zniknął.

Zmęczony łowiec upadł odpoczywać,

Nie śmiał już krzyczeć i począł rozmyślać.

Słońce się coraz na zachód skłaniało;

Ledwie czérwony promień przez gęstwinę

Jeszcze się tylko obłędny przeciskał.

Cóż począć było? Witol myślał wracać

Śladem jelenia; leci szukając drogi,

Którą strzałami i krwią był poznaczył,

Nie znalazł nigdzie złamanéj gałęzi