I nigdzie śladu. Wszystko się już było

Znowu poza nim splątało, zamknęło,

Jakby od wieka ni człowiek, ni źwierzę,

Jednéj gałęzi nie poruszył z miejsca,

I ziemi nogą nie dotknął dziewiczéj.

Naówczas Witol odwagi żałował,

I ojca rady za późno przypomniał;

A myśląc, jak by z puszczy się wydobyć,

Próżno dokoła patrzał niespokojny.

Wtém ujrzał dziką barć na staréj sośnie,