Lecz znowu cicho i pusto dokoła,

I czuje w duszy: — Nie taki głos ptaka! —

A puszcza milczy, tylko drzewa szumią.

Gdy po nich Witol jeszcze raz pogląda,

Ujrzał nad barcią okropne straszydło.

Byt to człek dziki. Włosami okryty,

Na łbie dwa rogi zakręcone nosił;

Twarz miał poczwarną, dwoje lśniących oczu,

I zęby długie, jak wilczéj paszczęki;

Nogami drzewo objąwszy czarnemi,