Oka z młodego nie spuścił myśliwca.

Witol odstąpił, skórę z ramion zrzucił,

Rękę wyciągnął i czekał go śmiało;

Lecz gdy już walkę ma począć zuchwałą

W szarym pomroku, ujrzy, aż dokoła

Na każdém drzewie, na każdéj gałęzi

Świecą się oczy, drżą ostre pazury,

I rogi krzywe po liściach szeleszczą.

Pełno ich było, w którą spójrzał228 stronę.

Walczyć z wszystkiemi? — pomyśleć nie można.