Pobladł młodzieniec, lecz serca nie stracił;

Stanął i czekał. A oni siedzieli,

Szyderskim śmiechem do siebie gadali,

I pazurami sobie wskazywali

Biednego chłopca, który stojąc wryty,

Trzymał łuk próżny i drzewce złamane.

Już skórą świéżą zarzuciwszy plecy,

Myślał się cofać, gdy mu pod stopami

Cóś się ruszyło. Ogromna ropucha,

Jak gdyby mlékiem święconém karmiona,