Dwoje weń oczu wlepiała zielonych.

Rzucił się w stronę. Tu karzeł wyskoczył

Stary, garbaty; na łokieć miał brodę;

Sparty na kiju, sunął się powoli,

I Witolowi sobą zaparł drogę.

Próżno chciał przebić te żywe zapory.

Gdziekolwiek myślą, oczyma się zwrócił.

Zewsząd go dziwne objęły potwory.

Jakby nie w puszczy nadniemeńskiéj błądził,

Lecz w tajemniczym Staubunów gdzieś lesie.