Na krzyk ostatni. Puszcza jęk odbiła,

I nagła jasność spuściła się z góry,

Na białéj chmurze promienista postać

Kobiéty w bieli, przed którą straszydła,

I Johds, co za kark już dusił Witola,

I karzeł, który drogę mu zastąpił,

I Giristysy w gałęziach wiszące,

Wszystko zniknęło i jak sen pierzchnęło,

Tylko krew ciepła po plecach płynęła,

I serce biło, i oczy pałały.