Małda jéj imie235. Ojciec mnie dziś stary

Piérwszy raz, nie chcąc, na łowy prowadził.

On tam gdzieś w puszczy szuka mnie na próżno,

Nie śmié sam jeden do chaty powrócić.

Jam chłopek biédny, ty jesteś Bogini! —

— Ci ludzie nie są to twoi rodzice.

Jam matka twoja. — To mówiąc, troskliwa

Milda go szatą śnieżystą osłania,

Szatą, za któréj dotknięciem cudowném

Najsroższe rany posłuszne się goją;