Krew jego ściera, pocałunkiem blizny,

Uściskiem serce bijące ulecza.

Na próżno Witol zdziwiony się broni,

Próżno się z matki objęcia wyrywa.

Ona, jak w upał jeleń upragniony236,

Którego strzały od wód nie odpędzą,

Ani się zraża Witola zdumieniem,

Ni zimną jego dla siebie bojaźnią.

Woła nareście237: — Nie czujeszże, synu,

Nie czujesz matki? Czyż serce nie bije