Młodzieniec zadrżał, spogląda zdziwiony,
Tuli się drżący do matki, i wzlata
Ponad drzew wierzchy, wyżéj, ponad chmury,
I nic z wysoka nie widzi już ziemi,
Którą westchnieniem pożegnał żałośném.
Długo oboje lecieli w milczeniu.
Pod niemi słońce upadło czérwone
I Wakarinne239 weszła na niebiosa;
Pod niemi słychać było tysiąc głosów
W jeden głos zlanych, zmięszanych240 z wiatrami.