Kiedy się czasem ku ziemi zbliżyli,

Światła migały i szumiały rzeki;

Lasy, czarnemi kołysząc głowami,

Cóś z przelotnemi gwarzyły chmurami.

Oni lecieli ciągle ku północy,

Aż się nad zbiegiem u dwóch rzek spuścili

Nad wielką, cichą, zieloną doliną.

Tu się dąb wznosił stary, rozłożysty,

Sam jeden, jakby strażnik tego miejsca.

Mur sześciościenny wkoło go otaczał,