To zwity w kłęby, jak chmura wiatrami

Szybko pędzona po zachodniém niebie.

Nad nim dym wonny w górę się unosił,

A w jego mglistych, sinawych zasłonach

I twarze Bogów i strażników twarze,

Zmięszane243, żyć się i ruszać zdawały.

Milda stanęła: bo Witol zdumiony,

Choć nieraz słyszał o Bogów świątyni

Dziwne powieści przy ogniu wieczornym,

Ciekawe oczy na wszystko otwierał