O garstkę zboża, o dzikie owoce,

Rodzeni bracia bili się, jak źwierzę252.

Naówczas starszy kapłan lud swój zwołał,

I płacząc, mówił, żeby szli na zachód;

Że tam jest ziemia pusta i dostatnia.

Która ich wszystkich przyjmie i wyżywi.

Ale nikt nie chciał w tak daleką drogę,

Nikt nie chciał swoich i kraju porzucić,

I mogił ojców, i chaty pradziadów.

Każdy chciał zostać, a choćby i umrzeć,