Godnego ciebie urodzę ci syna. —

— Syna?! mnie syna?! ty masz mi dać dziécię?!

Zawołał Romois i ręce załamał:

Bo wieść ta w serce, jak kamień na wodę

Rzucony dziecka swawolnego dłonią,

Padła: jak fale, tak serce rozbiła.

— Nie chcesz go? — Milda smutnie go zapyta.

— Ja, syna nie chcieć?! lecz gdzież się z nim skryję?

Kiedy w nim będzie choć iskra niebieska,

Czyliż go Pramżu nie dójdzie na ziemi?