W wrota świątyni wesoło przywiedli;

Tłum go odgłosem powitał wesołym,

I łez wylanych przed chwilą zapomniał.

Kiedy ostatnia głównia334 dogasała,

Witol, z łez mokre ocierając oko,

Westchnął i spójrzał335 — przed nim liść wzlatywał;

I on za liściem w nieznajomą stronę

Puścił się, modląc do Boga podróżnych336.

Szedł smutny Wilol ze spuszczeną głową;

A miecz Krewejty zwieszony u pasa