— Nic nie dam, ojcze! — Witol powstał z ziemi

I chciał odchodzić. Lecz i starzec powstał;

Ale nie starcem; wzniósł się na mogile,

Urósł w wielkiego za chwilę olbrzyma,

I głową dosiągł najwyższego dębu,

A ręce długie, jak dębu konary,

Ku młodzieńcowi wyciągnął skwapliwie.

On za miecz porwał, i o drzewo sparty

Czekał napadu śmiało i spokojnie.

— Dasz mi twych włosów! — krzyknął duch szydersko —