Światło zniknęło, znów ciemność dokoła,

I głucha cisza, przerywana tylko

Szelestem liści, krzykami Peledy362.

Długo tak Witol pośród nocy ciemnéj

Drapał się puszczą i pola przebiegał,

Błota przegrzęzał i rzeki przebywał.

I zdało mu się, że ta podróż nocna

Dłużéj niżeli przez noc zwykłą trwała,

Jakby dwie nocy bez końca zimowe.

Spoglądał na wschód, upatrując ranku: