Czyli cię duchy w drodze nie zbłąkały?

Chodź, usiądź z nami, i przyjmij, co mamy. —

To mówiąc, powiódł do chaty Witola.

Uboga była, dymem zakopcona.

Nad progiem Kobol, Bożek domu, wisiał.

W ognisku smolne płonęło łuczywo,

I oświecał wnętrze, ściany czarne,

Ławy przy ogniu i siwe kamienie,

Stół zbity z desek, i bydląt zagrodny,

I chlebną dzieżę, poważnie siedzącą