Po ziemi kury chodziły swobodnie,

Krzycząc i dziobiąc ziarno rozsypane.

Ledwie podróżny przestąpił próg chaty

I przed Kobolem wiszącym się schylił,

Wyszła kobiéta, i zagrzała wodę,

Ażeby nogi obmyć mu znużone;

Parobcy z siana wysłali mu łoże;

A młoda dziéwka już się u ogniska,

Śpiewając, koło jadła zakrzątnęła.

Gospodarz słuchał Witola powieści,