Dziwił się jego przez puszcze podróży,

I prosił spocząć przy ogniu gościnnym;

Lecz Witol śpieszył, i na pół dnia ledwie

Dał spocząć nogóm, przyjąwszy gościnę;

Znów się z południa w dalszą puścił drogę.

Sam gdzie nie wiedząc, wędrował jak wczora.

Ranek był letni, świéży i pogodny.

Wszyscy na pola do pracy wybiegli;

On jeden tylko bez myśli i celu,

Nie wiedząc dokąd szedł, nie wiedząc po co.