Przechodził sioła i chaty pomijał,

I gęste lasy porzucał za sobą,

Darł się przez bory, przepływał przez rzeki;

A ciągle w jedną kierując się stronę,

Nie wiedział nawet, wiele374 od Romnowe

Kraju go, błota i puszczy dzieliło.

Znów nadszedł wieczór. Ponad święteą rzeką,

Która wśród gajów lipowych płynęła,

Na Auszlawisa natrafił świątynię,

I pustą, ale spokojną gospodę,