Smutny był wieczór w kapłańskiéj gospodzie.

Starzec wyglądał zwyczajnéj jałmużny,

Prosił o litość, wzywał do wód świętych,

Wróżbą go nęcił za małą zapłatę;

Lecz widząc, że się młodzieniec opierał

I kątek tylko w gospodzie uprosił

Na niedowiarstwo i oziębłość ludu,

I na zepsucie powszechne narzekał.

Sen nie brał powiek smutnego Witola;

Nie czuł się jeszcze podróżą znużony.