I góry wschodnie zadrżały w posadach,

Czarne się chmury na wiatrach podniosły,

I warcząc, burze i zniszczenie niosły.

Wszyscy Bogowie pobledli, a ludzie

Zbudzeni ze snu, padli na modlitwę.

Porwał się ojciec, i co w ręku trzymał,

Z gniewem wyrzucił na przelękłą ziemię.

Leciał słup ognia i utonął w morzu,

Aż morze prysło, ziemia się strzaskała.

— Gdzież jest ten człowiek? gdzie Milda? — zawołał;