A matka w kącie przy ogniu płakała.

— I ja — myślałem — od pańskiego łoża

Wezmę Baniutę z wiankiem rozerwanym!

Ja miałbym żyć z nią! przyjąć ją za żonę!

Nigdy! nie? nigdy! Lepiéj uciec z domu! —

Ta myśl ucieczki nie piérwszy raz w głowie

Stawała mojéj. Nieraz mnie chęć brała

Uciec od ojca do świętych ołtarzów.

Teraz to był mój ostatni ratunek.

Żaltis, co mi się na piersiach rozgrzewał.