Zdawał się jeszcze dodawać odwagi,
Zdawał się wzywać do świętéj podróży.
Noc była, kiedy wyszedłem przed chatę.
Wokoło ludzie gwarzyli po cichu;
Opodal znowu swawolny śmiech młodych
Serce mi krajał, twarz wstydem oblewał.
Niepostrzeżony odszedłem od chaty,
Biegłem do piérwszéj świątyni do Kowna,
I w Antos służbę ołtarzy przyjąłem.
Wielem tam cierpiał w piérwszych lat posłudze!