I mnie jednego w podziemnéj świątyni
Nie sykiem, ale pieszczotą witały.
Z sługi zostałem świątyni strażnikiem.
Lżejsze to życie. Ale mi niedługo
Ostatek siły odebrały Bogi.
Musiałem tutaj, żebrając jałmużny,
Nad świętą rzeką usiąść śmierci czekać. —
— I więcéj swego nie widziałeś sioła? —
Zapytał Witol starego kapłana.
— O! raz tam byłem przechodem — rzekł cicho,