— Wszyscy umarli — rzekł mi jakiś starzec —

Wszyscy, bo straszny był tu mór przed rokiem.

Mówią, że Bogi za syna się mściły,

Który gdzieś uciekł od żony daleko,

Uciekł w dzień ślubu i więcéj nie wrócił. —

Poszedłem daléj; i nic mnie już we wsi,

I nic na świecie nigdzie nie wiązało.

Więcéj do sioła nigdym już nie wrócił. —

Tak mówił starzec; a Witol go słuchał

I jego myśli ze swojemi bratał: