Wszędzie go sioła w gościnę wzywały;

Chętnie z nim każdy rozłamał się chlebem

I u ogniska piérwsze miejsce dawał.

Lecz gościnności Witol nie zażądał,

Ani, przyjąwszy, odpoczywał długo:

Nadludzka bowiem siła w nim mieszkała.

Szedł, nie czuł znoju, nie chciał odpoczynku,

I brnął przez rzeki, cisnął się przez lasy,

Gałęźmi wkoło uściełając drogę.

Jeśli mu w ręku nie starczyło siły,