To miecz, cudowny dar Krewe Krewejty,
Jak najwierniejszy druh mu dopomagał,
I drogę trzebił, i wrogów odganiał.
Znowu się miało do zmroku, gdy Witol
Szukał oczyma na nocleg gospody.
Ale dokoła nigdzie jéj nie było.
Wśród lasu tylko wydarte nowiny397
Świeciły, kopy żółtemi nasiane,
Których nikt nie strzegł od źwierza i szkody.
Głuche milczenie zaległo opodal.