Dziwił się Witol, nigdzie budy, nawet

Biednéj strażnika nie widząc chrominy;

Aż na zakręcie ujrzał dwór wysoki

Na wzgórzu, które dwie rzeki odnogi

Pomiędzy siebie, ściskając się, wzięły.

Dokoła z dębu i sośniny bite

Wysokie płoty wejścia jego strzegły,

Czarnemi ściany dworzec opasując.

Nad niemi nigdzie zielonéj gałęzi,

Nigdzie nie było wierzchołka drzewiny.