Wrzasnął straszliwie, łucznik w las uciekał,

Słudzy gonili, popłoch między dworem.

Witol, chwytając za gardło raz drugi,

Miecz mu na sercu oparł, przebił suknie,

I już się zmierzał ostatni cios zadać.

Usłyszał zdrajca chłodny pocałunek,

I krew, jak ciepła, po piersiach spływała.

— Puszczaj umie! — wrzasnął — puszczaj mnie! na Bogi!

Jeśli masz ojca, na ojca zaklinam;

Jeśli masz matkę, na wnętrzności maiki;