Pod gołém niebem w podwórzu leżących,

Nagich i sinych od smagań i chłodu.

Najstarszy smerda427 z Witolem wieczerzał,

Ale milczący, nie bawił rozmową,

Ani do uczty wesoło zapraszał;

Ledwie, podając, w róg usta umoczył,

Ledwie mięsiwo podnosząc pieczone

I placki białe, dotknął ich wargami.

Kobiéty także służebne milczały.

I nic nie było słychać, oprócz jęków,