Jak król, wzgardliwie po światu spoglądał;

U kopyt złote brzęczały podkowy;

Na grzbiecie skóra nieznanego źwierza,

Połyskująca włosem najeżonym,

Aż ponad ziemię zwieszona spływała;

Uzdę ze złota czystego miał laną,

Drogim kamieniem na głowie sadzoną.

Tego mu konia niewolnicy wiedli,

I, bijąc czołem, całując po nogach,

Uzdę do ręki Witola podali.