Gdy się znów Witol obejrzał za siebie,

Kupę już gruzów dymiącą się tylko

I lud w dolinie ujrzał rozpierzchniony.

Naówczas konia na drogę skierował.

Jodź potrząsł442 głową, podniósł ją, poleciał.

Leciał koń, leciał z nozdrzy443 rozdartemi,

Spienionym pyskiem, rozpuszczoną grzywą;

Pod kopytami jego tuman pyłu

Wznosił się, kręcił i jeźdźca okrywał,

Potém za koniem zostawał daleko,