Tysiąc gwiazd innych błysło z chmur osłony.

Drużyna słońca, obłoki złocone,

Z niém razem zeszły do mokréj kąpieli,

Czysty już błękit; czasem tylko czyja

Gwiazda upadnie; drogę złotolitą

Za sobą pisząc, leci do mogiły,

I gaśnie blada z ostatnim oddechem

Tego, którego przyświecała głowie.

Noc była cicha i niebo pogodne,

Szumiały lasy. Nie wiatr rzucał niemi,