Same tak sobie po cichu szeptały,

Kołysząc do snu gałęźmi staremi

Ragany450 pod ich czarną korą skryte.

A koń, parskając, biegł daléj i daléj.

Nic go zatrzymać nie mogło śród451 biegu.

Zdawał się coraz nowycb sił nabierać,

Zdawał się coraz prędzéj lecieć jeszcze.

Nareście452 zwolnił błyskawicy biegu,

I coraz stąpał powolniéj, ostróżniéj453.

Przebywał puszczę; wybiegł na dolinę,