Na któréj wielka ciemniała mogiła;

Parsknął i stanął; a Witol odgadnął.

Po biciu serca, po duszy przeczuciu,

Że to był ojca jego grób, Romojsa.

Koń pysk spieniony ku panu zawrócił,

Stanął; a Witol, zeskoczywszy z niego,

Zdjął uzdę, i rzekł, wolno go puszczając:

— Czuję, że to jest ojcowska mogiła.

Ty, coś mnie tutaj przyniósł na swym grzbiecie,

Bądź za to wolny; leć, gdzie stada dzikie;