Wtém na niebiosach coś błyskać zaczęło,

I białe cienie na białych rumakach,

Krając powietrze skrzydłami białemi,

Ponad mogiłę wzleciały. Syn spójrzał,

Wyciągnął ręce, srébrne łzy wylewał.

A drogą mléczną lecieli ku niemu:

Ojciec na przedzie, w złotem litéj szacie,

Promienny cały; po trzy gwiazd miał w ręku,

Jedną na czole, a na piersi jedną;

U boku jego złoty miecz zwieszony,