I łuk z strzałami chwiał mu się na barkach;

Zniżał się, zniżał, stanął na mogile;

A za nim orszak jego towarzyszy,

Jak on, na koniach białych i skrzydlatych.

Stanęli. Witol padł na twarz przed ojcem.

— Ojcze! — rzekł, wznosząc spłakane oblicze —

Dozwól się dosyć napatrzyć twéj twarzy.

Niech się jéj obraz na duszy wyryje,

Abym go nosił życie moje całe;

Ażebym, jeśli na Dungus przylecę,