Śmiało idź! synu! Ja ojcowską ręką

Do boju życia błogosławię tobie. —

Rzekł ojciec. Potém znowu orszak duchów

Z mogiły ruszył, popłynął ku niebu;

Bielał przez chwilę; na tle nocy czarnéj

Świecił, jak gwiazda, i malał, i zniknął.

Pozostał Witol, uderzył się w rękę, —

I krew swą lejąc na ojca mogile,

Modląc się, krwawą święcił mu ofiarę.

Tak noc ubiegła. Piérwszy raz od dawna