Usnął podróżny; a wierny koń jego

Z rozdartém nozdrzem wartował na straży

l rżeniem równo z jutrzeńką obudził.

Witol przypomniał na ducha zasadzki;

Dłużéj na grobie nie mogąc pozostać,

Oblał go jeszcze łzami, i żegnając,

Znów w swoję463 drogę puścił się przez lasy.

Smutny szedł krętą w zarośla drożyną;

Jodź za nim, jakby sługa szedł za panem

Powoli; kroki mierzył z jego chodem;