Też same nawet sroki i śmieciuchy

Skaczą przed progiem i ziania szukają.

Witol, jak gdyby tylko z łowów wracał,

Śpieszył, i stając na chrominy progu.

Modlił się naprzód Kobolóm i duchóm467,

Co go dziecięciem pod tym dachem strzegły;

Zapukał potém. Wyszła stara Małda;

Ale pod pięknéj postaci młodzieńcem

Owego dziecka, co się gdzieś zbłąkało,

Już nie poznała. On poznać się nie dał,