I, jakby sobie głos ten przypominał,
Jakby pod męzką471 chciał odgadnąć twarzą
Rysy dziecięcia, patrzał z podziwieniem.
— Jakże wam łowy dziś się poszczęściły? —
Znowu go Witol zapytał z uśmiechem.
— Nie bardzo, Panie! Od lat to już kilku,
Jak wychowaniec mój, biedny sierota,
Gdzieś mi na łowach, przez duchy zbłąkany,
Zginął, że nawet i śladu żadnego
Znaleźć nie mogłem, od tego mi czasu